Dziecko nie zawsze musi być radosne

„Dziecko nie zawsze musi być szczęśliwe”. Tak brzmi jeden z podrozdziałów książki, do której często wracam, i którą uważam za bardzo wartościową. I chociaż zgadzam się z ideą tego twierdzenia, to myślę, że nie o szczęście tu chodzi.

Celem każdego rodzica, przynajmniej mam taką nadzieję, jest wychowanie swojego dziecka na szczęśliwego człowieka. Nie ważne czy będzie księgowym/ą, profesorem, czy skończy szkołę zawodową, ważne, żeby było szczęśliwe w naszym, wspólnym świecie, w swoim życiu i ze swoimi wyborami.

Doskonałym początkiem takiej szczęśliwej drogi jest bliskość z dzieckiem. Zbudowanie więzi opartej na wzajemnym szacunku, czułości, na poczuciu bezpieczeństwa i na wzajemnym zaufaniu staje się startem do budowania pewności siebie, zaufania do świata, wrażliwości i otwartości. Zdarza się jednak tak, że rodzice w oparciu o tę myśl starają się uchronić swoją pociechę przed różnorodnymi sytuacjami, które mogą skutkować trudnymi emocjami i stanami: smutkiem, tęsknotą, złością, płaczem czy bezradnością. Rodzice, w dobrej wierze, nie chcą, aby ich dziecko było zasmucone z powodu zgubionej zabawki, nie chcą, aby złościło się na konieczność mycia zębów, nie chcą, aby tęskniło, gdy są na zakupach. Robią więc co w ich mocy, aby temu zapobiec: udają, że zabawka się nie zgubiła, a na pewno jest gdzieś schowana i kupują nową, pozwalają na to, aby zęby nie zostały umyte, zakupy robią w ekspresowym tempie, albo zabierają wszędzie swoją pociechę. Przyznam, że ja po części tak robiłam… Trudne dla mnie było i jest nadal patrzenie na smutną buźkę mojej córki, na Jej złość i płacz. Szybko starałam się zaradzić tym stanom.  Odwracałam uwagę, pocieszałam. Czy słusznie? Nie do końca.

Małe dzieci uczą się świata, uczą się, jak w nim się poruszać, uczą się samych siebie. Bardzo ważne jest więc dla nich doświadczanie wszystkich stanów i emocji. Przeżywanie ich teraz pomoże w życiu dorosłym w radzeniu sobie z nimi. Świadomość istnienia trudnych emocji i doświadczania trudnych sytuacji oswaja dziecko z nimi i wzmacnia. Później, jako człowiek dorosły potrafi zmierzyć się z różnymi trudnościami i rozwiązywać je.

Według mnie dziecko chwilowo smutne, czy zapłakane może być szczęśliwe. Szczęście jest czymś więcej niż ciągłą radością. Fundamentem szczęścia jest zaufanie do siebie samego i wiara we własne możliwości, które budujemy, pokonując trudności, i żyjąc prawdziwie.

Nie żyjemy w świecie idealnym. Warto więc obdarzać dziecko miłością, ciepłem i być blisko niego, ale tak, aby umożliwić mu także, w odpowiednim dla niego stopniu, doświadczenie tego nieidealnego świata i wszystkich nieidealności w nim. W ten sposób budujemy szczęście.

Na podstawie:

1. Didierjean-Jouveau „Rodzicielstwo bez przemocy”, Mamania, Warszawa 2012

2. H. Karp „Najszczęśliwsze dziecko w okolicy”, Mamania, Warszawa 2013

Być może zainteresują Ciebie również poniższe wpisy:
5 replies
  1. MaaMaa BaalBinkaa
    MaaMaa BaalBinkaa says:

    Mój Filip jest bardzo żywiołowym i charakternym dzieckiem. Swoje emocje pokazuje sto razy w ciągu minuty. Bardzo często staram się jego krzyki i płacz skrócić. Nie lubię kiedy płacze, odwracam jego uwagę i zajmujemy się czymś innym. Jednak, gdy jego płacz jest wymuszaniem rzeczy której nie może dostać to jest zwyczajnie ignorowany. Tłumaczę mu, że tego nie można ‚bo’ i zachęcam do innej zabawy, albo idziemy nakarmić rybki, albo do lustra to zawsze działa. Nie ustępuję mu, bo wiem, że w przyszłości będzie to wykorzystywał.

    Odpowiedz
  2. Patrycja Stępniewska
    Patrycja Stępniewska says:

    Właśnie przeczytałam o Waszych uspokajaczach 🙂 Woda i lustro chyba są uniwersalne 🙂

    Odpowiedz
  3. Mama Pana Adama
    Mama Pana Adama says:

    Wychodzę z podobnego założenia, że nie da się dziecku nieba uchylić w każdej sytuacji i czasami, gdy usłyszy od nas słowo ‚nie’ ma prawo być smutne. Czy zawsze należy je wtedy zabawiać i odwracać uwagę? No pewnie nie zawsze, co też często robię. Jednak zawsze w takiej sytuacji mam ogromne wyrzuty sumienia i stwierdzam, że jestem fatalną matką, którea doprowadza swoje dziecko do płaczu:)

    Odpowiedz
    • Patrycja Stępniewska
      Patrycja Stępniewska says:

      Mam podobnie. Patrzenie i słuchanie płaczącego maleństwa nie jest łatwe… i wtedy do akcji wkracza zabawianie itp. 😉

      Odpowiedz

Trackbacks & Pingbacks

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Polub na Facebook'u