Autyzm, diabeł wcielony czy pozbawione miłości dziecko? Zespół zaburzenia więzi. O przywiązaniu cz.2

W tym poście chcę pokazać Wam, czym jest zaburzenie więzi, jak brak nawiązania więzi z opiekunem, tu będę się posługiwała osobą mamy, wpływa na życie dziecka, jakie powoduje zachowania oraz jaki ma wpływ na życie dorosłe człowieka. Jak pisałam w poprzednim poście Miłość małego dziecka nie żywi się wyłącznie mlekiem matki”. O przywiązaniu cz.1” , więź z matką tworzy się do 3 roku życia dziecka i to ona właśnie w dużym stopniu determinuje charakter nawiązywanych relacji przez dziecko w życiu dorosłym, wpływa na emocjonalność, sposób myślenia o sobie i o świecie. Dlatego tak ważny jest kontakt matki z dzieckiem. Kontakt oparty na wrażliwości, czułości, konsekwencji, dostępności opiekuna oraz na fizycznej i emocjonalnej bliskości. Dziecko od początku swojego życia jest wyposażone z potrzebę nawiązania więzi z matką, ewolucyjnie rzecz biorąc, po to, aby przetrwać. Przypomnę też, że istnieją 4 style przywiązania. Oczywiście najlepszym dla dziecka jest styl bezpieczny, lecz pozostałe 3 są lepsze niż w ogóle brak więzi.

Oglądaliście film „Musimy porozmawiać o Kevinie”? Tu znajdziecie trailer. https://www.youtube.com/watch?v=B-8Q7eoEaxo

Gorąco polecam obejrzenie filmu w całości. Jeśli go widzieliście, to może obejrzycie go jeszcze raz, obserwując wątki z innej perspektywy. Jeśli go nie widzieliście, myślę, że będziecie widzieli dużej więcej po przeczytaniu tego artykułu. A w związku z tym, że ten film wywarł na mnie ogromne wrażenie, chcę na początek przedstawić Wam jego recenzję: za filmweb.pl:

Czy matczyna miłość ma granice? Wydaje się, że tytułowy bohater filmu Lynne Ramsay z premedytacją poszukuje twierdzącej odpowiedzi na to pytanie, czyniąc poligonem doświadczalnym rodzinny dom. Jego wyrachowana gra zaczyna się we wczesnym dzieciństwie: mały Kevin jest do cna złośliwy, pozbawiony dobrych chęci, niemal demoniczny. Film rytmicznie przeplatają dwa czasy akcji: gdy chłopak jest wyglądającym słodko kilkuletnim brzdącem, a matka (Tilda Swinton) – zadbana, dobrze usytuowana pisarka – stara się przyzwyczaić do jego nietypowego temperamentu, i gdy jako nastolatek doprowadza rodzicielkę na skraj załamania nerwowego, a ona zamienia się w złamaną życiem, przybitą kobietę. Odpryski wskazujące na przyczyny tej metamorfozy będą rozsiane po całym filmie, ale kluczowe dla akcji wydarzenia w pełni zostaną pokazane dopiero na końcu. 

W każdym razie możemy powiedzieć, że to matka będzie przez lokalną społeczność oskarżana za potworne zachowanie syna. I przyjmie karę – obelgi, szyderstwa, oblewanie domu czerwoną farbą – bez skarg, jakby jej się to należało. Monotonne skrobanie ze ścian farby, powracający w filmie motyw, stanie się symbolem pokuty. Tylko jakie są przewinienia kobiety? Czy ponosi odpowiedzialność za to, jak wychowała syna? Że nie zareagowała odpowiednio, gdy był wystarczająco mały, by móc się jeszcze zmienić? 

Najpierw jej dziecko wykazuje dziwne, lecz w sumie niegroźne objawy. Matka podejrzewa autyzm, jednak lekarz zaprzecza: Kevin jest idealnie zdrowy. I nikt z otoczenia nie ma co do tego wątpliwości, prócz kobiety. Bo to jej robi piekło na ziemi, za to w stosunku do ojca (John C. Reilly) jest najgrzeczniejszą pociechą świata. Zatem ona stara się robić dobrą minę do złej gry i nie podchodzi do syna uczciwie, wstrzymuje się od prawdziwych reakcji. Jakby uważała, że nie wolno mieć negatywnych uczuć wobec własnego dziecka, czegokolwiek to dziecko nie zrobi. W końcu tak nakazuje społeczna norma. Wbrew sugestii w tytule, nigdy nie dochodzi do szczerej rozmowy o Kevinie. A matka pewnie do końca życia będzie dręczyła się tym, że nie potrafiła wystarczająco pokochać małego potwora.   

Temat oryginalny, rzadko szczerze poruszany, otrzymał w „We Need To Talk About Kevinodpowiednią oprawę. Powstał obraz intensywny, może odrobinę przestylizowany, jednak wymagający od widza stalowych nerwów.”

Ciekawa jestem, jakie macie odczucia po przeczytaniu tej recenzji? Kochająca, poświęcająca się matka, która ponosi karę za zachowanie swojego wyrachowanego małego potwora? Ja tak sobie pomyślałam. Pojawia się tutaj także pytanie o odpowiedzialność matki za owe zachowanie syna. Pytanie bardzo trudne. Nie mi rozstrzygać. Chcę jednak, żebyście zobaczyli początek życia tego dziecka: dziecko niechciane, potrzeby emocjonalne niezaspokajane, być może także fizyczne (np. przebieranie pieluszki lub karmienie), matka pogrążona najprawdopodobniej w depresji, niezdolna do przekazania wrażliwości i czułości, nie zawsze reagująca na potrzeby dziecka. Mi zapadła w pamięć scena, kiedy główna bohaterka udaje się z płaczącym niemowlakiem w pobliże robót drogowych, aby go nie słyszeć. Pomijając kwestie temperamentu, kwestie predyspozycji dziecka, tak właśnie kształtuje się zaburzenie więzi. Dziecko nie nawiązuje więzi emocjonalnej relacji z matką, która powinna być przy nim, która w trudnych chwilach powinna ukoić ból i niepokój, ponieważ jej emocjonalnie, a może też fizycznie po prostu nie ma. Przy Keevinie, w okresie dla niego krytycznym (pierwsze 3 lata), nie ma opiekuna, do którego mógłby się przywiązać, ponieważ jego matka jest emocjonalnie nieobecna. Ojciec natomiast jest opiekunem, który wydaje się być fizycznie zbyt rzadko przy synu. Inną kwestią pozostaje wsparcie, jakie daje, albo nie daje żonie.

Zespół zaburzenia więzi (RAD) to niemożność utworzenia „normalnych” więzi z opiekunem we wczesnym dzieciństwie. Oznacza to, że dziecko nie ma faworyzowanego opiekuna, któremu może zaufać, ale także prawdopodobnie będzie miało trudności w stworzeniu zdrowej, bliskiej relacji w z innymi osobami. Zespół zaburzenia więzi diagnozuje się u dzieci do 5 roku życia. Do tego wieku, ponieważ uważa się, że po tym okresie już nie tylko charakter więzi, lub ich brak, ale także inne czynniki wpływają na nasze zachowania społeczne. Oznacza to, że np. u dziecka 7-letniego, które wykazuje podobne zachowania, takie zaburzenie nie będzie zdiagnozowane, lecz inne, np. zaburzenia zachowania, co jednak nie zaprzecza temu, że skutki zdiagnozowanego RAD mogą być widoczne do końca życia. Wracając do Kevina. Jego matka skorzystała z pomocy lekarza, który stwierdził, że chłopiec jest całkowicie zdrowy. Kobieta podejrzewała u syna autyzm. Można jednak przypuszczać, że jego zachowania są oznaką właśnie zespołu zaburzenia więzi.

Kiedy mogą pojawić się trudności w nawiązaniu więzi?

  • w sytuacji separacji lub rozwodu rodziców
  • w sytuacji silnych konfliktów w środowisku rodzinnym
  • w sytuacji alkoholizmu, narkomanii rodziców
  • w sytuacji wykorzystywania fizycznego i emocjonalnego
  • w sytuacji zaniedbania
  • w sytuacji nagłego oddzielenia od opiekunów w wieku od 6 miesięcy do 3 lat

2 formy zespołu zaburzenia więzi:

  • zahamowana – gdy dziecko nie potrafi reagować na kontakt ze strony innych osób, lub nie potrafi inicjować takiego kontaktu zgodnie ze swoim wiekiem. Wykazuje skrajną niechęć do inicjowania lub przyjmowania pociechy lub uczucia.
  • niehamowana – gdy dziecko jest bezkrytycznie towarzyskie, wykazuje przesadną poufałość. Próbuje bezkrytycznie lub przesadnie uzyskać pociechę i uczucie od jakiejkolwiek osoby dorosłej.

Objawy u dziecka pozbawionego przywiązania

  • u niemowlaków między 18 a 24 miesiącem życia obserwuje się zatrzymanie w rozwoju i anormalne reagowanie na bodźce (przy wykluczeniu innych przyczyn np. upośledzenie umysłowe)
  • powierzchowne zaangażowanie lub próby oczarowania innych
  • brak kontaktu wzrokowego w kontaktach z rodzicami
  • bezkrytyczna postawa uczuciowa wobec obcych
  • brak uczuciowości (czułości) w relacjach z rodzicami
  • destrukcyjność wobec siebie (skłonność do ulegania wypadkom), wobec innych i wobec przedmiotów
  • okrucieństwo wobec zwierząt
  • kradzieże
  • kłamstwa w oczywistych sytuacjach
  • brak kontroli impulsów
  • zaległości w uczeniu się
  • brak wyrzutów sumienia
  • brak myślenia przyczynowo-skutkowego
  • nieprawidłowe wzorce odżywiania się
  • ubogie relacje z rówieśnikami
  • zaabsorbowanie ogniem
  • uporczywe, nonsensowne pytania, ciągłe trajkotanie
  • nieadekwatne żądania
  • nieprawidłowy wzorzec mowy

Jak brak przywiązania wpływa na życie dorosłe?

Mimo że zespół zaburzenia więzi jest rozpoznawany tylko u dzieci do 5 roku życia, jego wpływ jest obserwowalny także u ludzi dorosłych. Nie ma jednego określonego wzorca zachowań takich osób. Pewnym jest, że dzieci te, jako osoby dorosłe mają trudności w utworzeniu trwałego związku, wykazują trudności w okazywaniu uczuć, a w związku z tym, że nie zostało im zapewnione poczucie bezpieczeństwa, ufają tylko sobie. Poza tym często zostaje naruszone ich sumienie. U filmowego Kevina wytworzyła się właśnie osobowość psychopatyczna.

Jak przeciwdziałać zespołowi zaburzeniom więzi?

Dziecko powinno mieć stałego opiekuna, który jest :

  • stabilny emocjonalnie
  • dostępny, tzn. odpowiada na potrzeby dziecka w różnych sytuacjach
  • autentyczny, prawdziwy, tzn. nie ukrywa, nie maskuje, pokazuje swoje emocje w „zdrowy” sposób
  • wychowawczy, tzn. uczy poprzez modelowanie. Swoim zachowaniem pokazuje to, jakie zachowania są odpowiednie, jak można okazywać emocje, jak można radzić sobie z tymi trudnymi itd.

Podsumowując powyższy tekst, muszę zaznaczyć, że RAD jest zaburzeniem ciągle jeszcze badanym i ciągle jeszcze, wydaje mi się, zbyt rzadko diagnozowanym. Jeszcze raz chcę podkreślić ważność roli rodzica w wychowaniu dziecka. Dziecko chłonie, jak gąbka, a pierwsze lata jego życia są kluczowe dla jego rozwoju i komfortu w życiu dorosłym. Opisując ten temat, należy uwzględnić także inne czynniki, jak np. zaburzenia organiczne (np. przy FAS – Alkoholowy Zespół Płodowy), czy być może predyspozycje genetyczne powodujące trudności w nawiązywaniu więzi, lecz w dużej mierze jest to właśnie wpływ środowiska rodzinnego. Przypomnę więc jeszcze raz:

Każde dziecko potrzebuje bliskości, ciepła i czułości. Nie starajmy się wychowywać naszych dzieci od ich pierwszych dni na samodzielnych, inteligentnych młodych ludzi. Nie reagujmy na ich płacz słowami: „dlaczego płaczesz? Przecież nic się nie stało”. Naszym obowiązkiem jest zapewnienie Im szczęśliwego dzieciństwa i zaopatrzenie w pozytywny wizerunek świata i siebie.

 

Na podstawie:

  1. Materiały szkoleniowe, Szarlota 2013
  2. http://www.teczaserc.pl/files/98_Zesp%C3%B3%C5%82%20zaburzenia%20wi%C4%99zi.pdf
  3. http://adoptuj.blox.pl/2010/07/RAD-Objawy-Symptomy-Przyczyny.html
  4. http://www.rodzinawpotrzebie.org/content/view/189/44/1/2/
  5. https://www.youtube.com/watch?v=B-8Q7eoEaxo

 

[fb_button]

Być może zainteresują Ciebie również poniższe wpisy:
4 komentarzy:
    • Zygala
      Zygala says:

      Kevin był chorym psychicznie człowiekiem, który swą chorobę manifestował od urodzenia.Jego choroba nie ma tutaj żadnego związku z RAD ani z tym, że sama matka zawiniła. Jedynym błędem było to, ze ojciec i mąż nie wspierał matki i nie reagował na zaburzenia dziecka, które powinny być leczone tak aby dziecko nie zagrażało sobie i innym.

      Odpowiedz
  1. Nevada
    Nevada says:

    Tytuł sugeruje, że autyzm może mieć związek z RAD-em. W artykule nie ma jednoznacznego oddzielenia autyzmu od RAD-u i odniesienia do diagnozy różnicowej. Uważam, że to poważna wada tego artykułu, który sporo i w sposób prosty mówi o RAD, choć nie wskazuje wątpliwości odnośnie objawów (ich niejednoznaczności i zróżnicowania), ani nie wskazuje wyraźnie, że matka bohatera filmu się myliła, gdyż – chociażby – nie była w stanie zdiagnozować samej siebie. Podobnie, jak brak wyraźnego stwierdzenia, że autyzm ma inne źródła.
    Tymczasem już dawno stwierdzono, że autyzm nie ma nic wspólnego z RAD-em – tzw. teoria „zimnej matki” upadła ostatecznie bodaj pod koniec l. 50. lub na początku 60. XX w.
    Myślę, że warto poprawić tytuł prostym zabiegiem – przed „czy” postawić przecinek, tak jak powinno być zgodnie z regułami gramatyki i interpunkcji, bowiem „czy” używamy przy wymienianiu różnych „rzeczy” lub w zdaniach złożonych, także w tych zawierających w sobie pytanie, co też wymaga oddzielenia zdań przecinkiem.
    Teraz tytuł można napisać nieco inaczej, ale będzie miał to samo znaczenie: „Autyzm – diabeł wcielony, czy pozbawione miłości dziecko?” Przecinek można bowiem zastąpić myślnikiem – każdy z nich jest „znakiem przestankowym”.
    Inaczej będzie brzmiało zdanie: „Autyzm, diabeł wcielony, czy pozbawione miłości dziecko?” Inaczej mówiąc: „Autyzm, czy diabeł wcielony, czy pozbawione miłości dziecko?” Usunięcie „powtórzenia” wyjaśnia wszystko odnośnie interpunkcji.
    I o krótki opis diagnoz różnicowych warto się pokusić, podobnie jak krótkie wskazanie dotyczące różnic w objawach u różnych dzieci. Nada to artykułowi więcej powagi 😀
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Prenumbra
    Prenumbra says:

    Kto tu jest wininien? Tylko matka? Wszyscy chcą mieć dzieci, społeczeństwo, teściowie, rodzice, sąsiadki, ciotki, mężowie, ale jak kobieta już urodzi to dziecko, to co sie dzieje? Po szybkich nalotach ciekawskich gapiów, do kogo podobne jest dziecko, kobieta zostaje z nim sama. Mąż ulatnia sie do pracy, teściowie i rodzice twierdzą, że sie już swoje nawychowywali, reszta też znika. Nie ma nikogo, kto odciązyłby kobiete choć troche od wrzeszczacego non stop bachora, choc ona sama jeszcze nawet nie zdążyła sie zregenerować po ciężkim porodzie i jest cała obolała… To kobieta jest winna, że tworzą sie tacy psychopaci? Nie, to całe społeczeństwo i najbliższa rodzina tej kobiety jest winna, bo to jest chora sytuacja, żeby być dostępnym 24/7 tylko dla dzieciaka, a przy tym musieć jeszcze sprzątać, gotować, prać, dokształcać sie, żeby nie cofnąć sie w rozwoju ect… To jest chore, czego wymaga społeczeństwo od kobiety, chce dzieci, ale nie daje nic w zamian tylko pogarde, utrate zdrowia i zycia i wykorzystanie… Kiedyś dzieci były całej rodziny, całe rodziny sie opiekowały dziećmi, a szczególnie starsze pokolenie, które nie miało emerytur, a matka często nawet nie miała czasu sie zajmować tak dzievmi jak teraz sie do tego zmusza dzisiejsze kobiety, bo mudiała wiele innych prac zrobić, wykarmiła i oddawała je komuś z członków rodziny do opieki. A teraz wymaga sie, że sama kobieta, zamknięta w domu, często izolowana od otoczenia, bo noworodek jest dla wszystkich męczacy, ma rozwijać w dziecku umiejętnosci społeczne itd, jak sama czuje sie jak zombi… To wszystko jest chore, więc tworzą sie całe pokolenia chorych ludzi…ale to nie z winy kobiety, która była tak głupia, zeby sie dać wrobic w takie wykorzystanie jak bycie samotną matką w związku, w pseudorodzinie, czy pseudospołeczeństwie…

    Odpowiedz

Trackbacks & Pingbacks

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *